foto: www.zywiec.powiat.pl

 

 

Dla każdego z nas okres Bożonarodzeniowy oznacza coś innego. Jedni czekają na niego cały rok, inni marzą aby jak najszybciej się skończył. Ja należę do tej pierwszej grupy od zawsze.

Cześć z tej strony Wiktoria, w Personnel International na co dzień zajmuję się marketingiem, ale dziś chcę Was zabrać w góry, a dokładniej do Beskidu Żywieckiego, małej wsi Milówka i jej okolic, którą większość z Was zna dzięki braciom Golec.

Dlaczego właśnie tam? Ponieważ przez połowę mojego dotychczasowego życia był to mój dom,
a tradycje świąteczne w tym regionie są absolutnie niesamowite i niepowtarzalne.
Prócz choinki, barszczu z uszkami, kutii czy kapusty z grochem, którą znamy również w innych częściach Polski, Beskidy charakteryzują się również bogatą tradycją związaną z kolędowanie.

 

Ale od początku!

Adwent to dość wyczekany okres w roku w tym rejonie. Tradycyjnie oznacza dodatkowe obrzędy liturgiczne, ale również mobilizację lokalnego społeczeństwa, które stara się sprawić ten czas magicznym dla mieszkańców jak również przyjezdnych turystów.

6.12. również w Beskidach wszystkie grzeczne dzieci odwiedza Mikołaj z drobnymi podarunkami. Jednak nie jest on taki „standardowy” jakiego obraz znamy z reklamy coca-coli. Beskidzki Mikołaj jest biskupem. Zatem miękką, czerwoną, pluszową kurtkę i czapkę z pomponem zastępuje alba i biskupia czapka.

Wraz z upływem czasu odliczanego przez świece na adwentowym wieńcu, domostwa rozbłyskują się kolorowymi lampkami, a w oknach dostrzec można było ubrane choinki.

Dzień Wigilii najczęściej zaczyna się w okolicach 6:00 rano. Nie wynika to z tego, że gaździny zarządzają ostatnie porządki, a z faktu, że tego dnia podczas porannych rorat nasze drużyny harcerskie do kościoła wprowadzają w specjalnych lampionach Ogień Betlejemski. Który to każdy po zakończeniu mszy odpala i zabiera w swoim lampionie do domu, pilnując aby nie zgasł do końca świąt.

W tym dniu też powtarza się, że „jaka wigilia taki cały rok”. Z pewnością słyszeliście to stwierdzenie również w innych częściach kraju ;)

Góralskie życzenia, też nieco różnią się od tych do których jesteśmy przyzwyczajeni. Nazywane są winszowaniem. Można powiedzieć, że jest to w pewnym sensie wiersz, który z odpowiednim góralskim zaśpiewem recytuje się drugiej osobie/ rodzinie. Od lat powtarza się go w jednym schemacie, tak jak poniżej:

 

Na scynści, na zdrowi na to Boze Narodzyni,

cobyście byli zdrowi, weseli jak w niebie janieli!

Cobyście mieli wsyskiego dości jak na tej połaźnicce uości,

coby sie Wóm rodziło, kopiło i do stodoły dyślym uobróciło,

cobyście mieli pełne uobory, pełne pudła,

coby Wóm gospodyni u pieca nie schudła.

Coby sie Wóm darzyło zyto jak koryto, psynica jak rynkawica,

ziomnioki jak buroki, buroki jak przetoki,

uowiesek wónsaty, zeby był gospodorz bogaty.

Cobyście mieli telo wołków, kielo w płocie kołków,

telo uowiecek, kielo w lesie mrowiecek,

cobyście mieli świnie jak skrzynie,

cielicki jak jedlicki, kónie jak grónie.

uOzwiń Maryjo róncki Jezusowi,

niek pobłogosławi tymu dómowi.

 

Tak to Boze dej!

 

Połamaliście sobie język czytając? Ja za każdym razem, chcąc to powiedzieć tak szybko jak mówi się to w Milówce oddech tracę mniej więcej po trzeciej linijce :)

O północy z 24 na 25 grudnia Górale (starsze góralki i członków stowarzyszeń oraz zespołów ludowych, możemy podziwiać w odświętnych strojach ludowych) udają się na tradycyjną Pasterkę.

Prócz świątecznej podniosłości, nieodłącznym elementem jest również śpiewanie kolęd po góralsku w akompaniamencie skrzypiec, heligonek (to taki mini akordeon), kontrabasów oraz Orkiestry Dętej działającej przy Ochotniczej Straży Pożarnej w Milówce.

Drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, rozpoczyna najbarwniejszy okres w całym roku.

Domy we wsiach odwiedzane są przez grupy kolędników, w Szarym nieopodal Milówki, w którym mieszkałam byli to Pastuszkowie (trzej chłopcy w wieku 10 – 14 lat, przebrani za pastuszków z wymalowanymi brodami i szopką), lub kolędnicy (mieszane małe 2-3 osobowe grupy, góralskiej młodzieży grające na skrzypcach, heligonkach i kontrabasach), którzy prócz kolęd, wszystkim domownikom winszowali. Za taką wizytę odwdzięcza się datkami do skarbonki i słodkim poczęstunkiem.

Jednak kolędnicy to dopiero początek około noworocznych odwiedzin, bo właśnie wtedy największe przygotowania trwają wśród dużo większych grup, w których skład wchodzą już starsi chłopcy i młodzi mężczyźni, a mowa o Dziadach.

Bo to właśnie w dolinie rzeki Soły w miejscowościach takich jak: Milówka, Cisiec, Kamesznica, Szarek, Sół, Żabnica, Rajcza ten zwyczaj jest najbardziej kultywowany.

Kiedy zaczynają chodzić Dziady? Najprościej określić to jako przełom starego i nowego roku.

W Szarym pojawiali się mniejszą grupą w dzień Sylwestra, większą w Nowy Rok ok południa.

W Kamesznicy, znajdującej się po drugiej stronie góry wpadli do domu naszych przyjaciół w trakcie sylwestrowej zabawy, a w Milówce najbarwniej jest po Nowym Roku kiedy na małym rynku spotykają się wszystkie grupy i odbywają się zawody ze strzelania z bicza, Misie turlają się po ziemi, a konie w rytm góralskiej muzyki odtańcowują swoje układy.

 

Czego symbolem są Dziady? Każdy w grupie odgrywa inną rolę i tak najbardziej charakterystyczny jest Koń, którego strój to przede wszystkim barwna duża czapka. Niedźwiedź, który głównie tarza się po ziemi przekazując jej siły witalne, których jest symbolem. Choć w Szarym mówiło się również, że trzeba go „obtańcować na szczęście” , Panna Młoda, która na szyi nosi skarbonkę, do której należy wrzucać pieniądze. Cyganie- wróżący z dłoni (najłatwiej poznać ich po zamocowanej lalce- dziecka do pleców), Pachołek strzela z bata, żeby odgonić złe duchy, jest też kominiarz, symbol szczęścia, który na 100% umorusa buzię czarnym węglem.

Tak wyglądało to w tym roku: https://www.youtube.com/watch?v=a_EEdCYLXiI  

 

 

Zwieńczeniem są zawsze Gody Żywieckie, odbywające się na płycie Żywieckiego Rynku gdzie spotykają się wszystkie beskidzkie grupy kolędnicze.

Jest to atrakcja dostępna zarówno dla mieszkańców, jak również dla turystów. Pełna tańca, góralskiej muzyki i lokalnego folkloru, który warto choć raz zobaczyć na własne oczy!

 

I to tyle moich wspomnień z góralskich świąt! Mam nadzieję, że podobała Wam się taka wirtualna wycieczka;) Wesołych Świąt!